czwartek, 26 lutego 2015

PrzedSzkolne dylematy matki pierwszaczki

        
Miała być mała wiejska szkoła, kilkoro dzieci w klasie i spacerkiem do domu. A jest wielki zgryz.
Od długiego już czasu kwestia edukacji naszej najstarszej córki spędza mi sen z powiek. To jak wygląda polska szkoła wiedzą chyba wszyscy, którzy do niej chodzili. Zresztą internet i inne media poruszają cyklicznie ten przygnębiający temat. Szczerze zasmuca mnie fakt, że tylu mądrych ludzi o tym mówi, tyle pojawia się słusznych diagnoz, tyle skądinąd celnych spostrzeżeń i co?

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Resztki część druga

Dziś znów u nas resztki :) a to wszystko przez to, że poprzedni post wyszedł mi niechcący z kilkudniowym opóźnieniem. Właściwie nazywam to pieszczotliwie jedzeniowym recyclingiem.
Dziś z porosołowych warzyw wyszły pyszne placuszki. Wszystko co było w zupie plus kilka wczorajszych ziemniaków plus cebulka i dwa ząbki czosnku, hop do maszynki. Zmieliłam. Do tego suszone ziółka, jajo i odrobina mąki. Na patelnię, olej, kilka minut i...pyyycha!
Do tego miła duszy lektura i jest cudnie :)
Mam tylko nadzieję, że mama, która całe życie mi powtarzała, że przy jedzeniu się nie czyta, nie zmarszczy brwi po przeczytaniu ostatniego zdania :)
Smacznego!



niedziela, 18 stycznia 2015

Resztki obiadu na kolację :)



Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki... znacie to? Dziś będzie właśnie o resztkach.
Ale zanim o tym, to muszę się przyznać, że kiedyś byłam strasznym mięsożercą. Uwielbiałam mięcho pod każdą postacią. Obiadek bez czegoś z czego małe dzieci bezbłędnie robią kulki? No way! Nigdy też nie kontemplowałam losu takich, dajmy na to, warzyw potrzebnych do wyprodukowania rosołu, sosu, albo jeszcze czegoś innego. Ważne było mięsko, a tzw. zielenina? Bach do kosza. I taki los spotykał w moim domu wspomniane resztki.

piątek, 2 stycznia 2015

Witamy na świecie

I tak oto minęło te kilka miesięcy oczekiwania. Pyk i już. Nie ma dziecka, jest dziecko. Czas gnał mnie przez tę ciążę jak szalony. Nie dawał chwili wytchnienia. Byłam bez szans. Nie była to ciąża z gatunku tych "kontemplowanych". Była przegoniona, przelatana. Biegiem, biegiem, jeszcze to, jeszcze tamto. Dzieci do przedszkola, dzieci z przedszkola, obiad, praca, studia. A w tym wszystkim jeszcze pewna ilość prac wykończeniowych w domu, których realizację postawiliśmy sobie za cel do osiągnięcia przed narodzinami maluszka. Jednym słowem - sajgon. Pod koniec byłam już tak zmęczona, że...

środa, 25 czerwca 2014

Nowości na wichrowym wzgórzu

Oj rzadziutkie te moje posty ostatnio...No cóż po tej częstotliwości widać ile mam czasu do dyspozycji własnej i do przeznaczenia na rzeczy, które nie muszą być na wczoraj :)
Tyle się dzieje w ostatnich miesiącach, że z czegoś musiałam zrezygnować. No i padło na bloga oraz na kilka innych "mało ważnych" aspektów mojego istnienia. Piszę to i się uśmiecham, bo główną przyczyną mojej blogowej nieobecności, poza takimi prozaicznymi rzeczami jak studia podyplomowe czy ogródek, który i tak długo czekał na moje zainteresowanie, jest pewien ktoś, kto zamieszkał z nami od marca...jest jeszcze malutki i nie wiemy nawet do końca jak wygląda, ale to tylko dlatego, że nie mamy do czynienia z wystarczająco dokładnymi aparatami USG ;)

sobota, 29 marca 2014

Zakwas z buraków




Od dawna chciałam go zrobić. Powód był jeden - pomimo wielu prób, nie udało mi się w życiu zrobić czerwonego barszczu, który by mi smakował. No mam jakiś defekt w tym temacie. Próbowałam różnych przepisów. Mamy. Teściowej. Nic. Załamałam się już prawie. Wtedy...

piątek, 28 marca 2014

Hmm...trudno wymyślić tytuł do takiego dziwnego posta...



Dziewczyny  w  zeszłorocznej  wiosennej  koniczynie sięgającej kolan

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Chyba mam problem z systematycznością blogową. Zostałam przywołana przez kilka osób do porządku, przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że mimo tego, że blogowanie daje mi dużo radości, ciągle coś mnie od niego odciąga. Miliony "ważnych" i ważnych spraw...