sobota, 29 marca 2014

Zakwas z buraków



Od dawna chciałam go zrobić. Powód był jeden - pomimo wielu prób, nie udało mi się w życiu zrobić czerwonego barszczu, który by mi smakował. No mam jakiś defekt w tym temacie. Próbowałam różnych przepisów. Mamy. Teściowej. Nic. Załamałam się już prawie. Wtedy...
przypomniałam sobie, że gdzieś na półce z książkami zamieszkała jakiś czas temu pozycja niejakiej Magdaleny G. ;) To właśnie w tej książce rzucił mi się w oczy przepis na zakwas.Choć słowo przepis chyba jest zbyt szumną nazwą dla tej pięknie prostej receptury. Postanowiłam spróbować zrobić zakwas i ostatni raz spróbować ugotować barszcz na tymże. Założenie było takie, że jeśli nie wyjdzie, kończę z próbami i na barszcz czerwony będziemy jeździć do mamusi ;)
Wszystko przygotowałam jak należy. Dokładnie umyłam gliniany garnek. Umyłam, obrałam i pokroiłam buraki. Zostawiłam sobie kawałki chleba z ostatniego pieczenia. A potem już tylko buraki do garnka hop! Na to ciepła przegotowana woda i na koniec kawałki chlebka. Wszystko pod szmatkę i 3 dni czekania :) Czasem zamieszałam. Temperatura pokojowa. Po trzech dniach zakwas był gotowy. Postanowiłam iść za ciosem i przepis na barszcz też zapożyczyć od pani G. I wreszcie sukces! Jestem przeszczęśliwa. Udał mi się piękny, klarowny, w sam raz słodki i kwaśny barszcz czerwony jarski. Do tego coś w rodzaju kulebiaka z przesmażonymi pieczarkami. Całość zniknęła tak szybko, że nie zdążyłam zrobić zdjęć zupy, buuu.... :( Ale proces przygotowywania zakwasu jak najbardziej jest!
Oto i on:










Ilości potrzebne do przygotowania zakwasu:

Buraki - tyle ile wejdzie Wam do naczynia, według własnego uznania. Umyte, obrane, pokrojone w plastry.
Woda - ciepła, ale nie gorąca, przegotowana lub źródlana. Tyle, żeby przykryła buraki.
Chleb - razowy ze skórką. Na oko :)

Gotowy zakwas trzeba przecedzić, zlać do butelki lub słoika i można przechowywać w lodówce ok 2 tygodni. Smacznego!

9 komentarzy :

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. następnym razem proszę o możliwość degustacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się tu nie zgadza. W przepisie są buraki woda i chleb, a na zdjęciach widzę jakieś dodatkowe ingrediencje. Dociekam, bo moje barszczowe doświadczenia są podobne do Twoich :)
    g(k)s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owe dodatkowe ingrediencje to w tym przypadku tylko ozdoba, która ostatecznie jednak wylądowała w barszczu :)

      Usuń
  4. Przed kiszeniem, czy potem? Wiem (z literatury), że można skład kiszonki wzbogacić np. czosnkiem.
    g(k)s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale z racji wcześniejszych niepowodzeń w temacie barszczu czerwonego postanowiłam nic nie ulepszać. Wszystkie ozdoby wpadły już do zupy :)

      Usuń
  5. Żelaza w ciąży na pewno Ci nie zabraknie z taką przetwórnią buraczaną:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buraczki własnoogródkowe w tym roku rosną lepiej niż w poprzednim, więc żelaza faktycznie mam pod dostatkiem :) Co, he he, widać w badaniach, bo nigdy, ale to nigdy nie miałam takich książkowych wyników ;)

      Usuń

Ogromnie mnie ucieszy jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)