piątek, 4 września 2015

domEKO - ekologiczne tabletki do zmywarki vs gotowce sklepowe




Dziś bierzemy na tapetę TABLETKI DO ZMYWAREK. Nie odkryję chyba przed nikim Ameryki jeśli powiem, jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy gąbką z płynem, piachem czy popiołem, a zmywarką?
Pewnie nie, ale powiem. Człowiek zmywa używając nie tylko detergentu, ale też sporej siły jeśli zachodzi potrzeba. Zmywarka nie ma rączek do pomocy, więc środki myjące muszą być silne, żeby poradzić sobie z różnymi zabrudzeniami na naczyniach.

Od lat towarzyszył mi niepokój, czy aby na pewno to co wkładam do zmywarki w postaci multifunkcyjnej tabletki, zostaje w ostatniej fazie całkowicie wypłukane z moich naczyń. Niestety, wielokrotnie się zdarzało, że wyjmowałam naczynia ze śliskim filmem. Nastawiałam więc kolejne mycie tym razem bez tabletki, żeby woda spłukała to COŚ.  Po jakimś czasie, kiedy już byłam na tyle świadoma, żeby czytać składy i analizować zawartość pudełek, miałam jeszcze większego moralniaka. Czasem nawet sobie myślałam, że niewiedza jest błogosławieństwem. Nieświadomi ludzie żyją spokojnie aż do śmierci nie kontemplując rzeczywistości i mają spokój. A tak? Łazisz człowieku między tymi półkami i szukasz, i szukasz i szukasz. I czasem znajdujesz coś co się nadaje do użytku czy zjedzenia, a czasem nie. Niestety. 



Tak było i z tabletkami do zmywarki. Różne opcje przerobiłam. Od tych najbardziej "syfiastych", poprzez EKO za grube pieniądze, poprzez takie, które nie miały w składzie choć fosforanów, aż do ROBIONYCH WŁASNORĘCZNIE. Te ostatnie zostają. Zdobyły wszystkie moje osobiste nagrody. Ale o nich za chwilę.

Łapka w górę, kto czyta skład tabletek? Idę o zakład, że większość z nas zwraca uwagę na cenę, skuteczność i pewnie producenta. Reszta to enigma. No to ja Wam zacytuję pierwszy lepszy skład tabletek, który okazuje się być składem większości tabletek, bez względu na producenta. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka, ale Kochani, nie ufam. Nie ufam, bo odkąd czytam i analizuję naprawdę wnikliwie, okazało się już setki razy, że producenci robią nas w konia jak chcą. 
Ale ad rem. Oto skład powszechnie dostępnych tabletek do zmywarki:




  • >30 % fosforany,
  • 5-15% związki wybielające na bazie tlenu,
  • 5-15% polikarboksylany,
  • < 5% niejonowe środki powierzchniowo czynne,
  • < 5% fosfoniany, enzymy (amylaza, proteaza, lipaza),
  • kompozycja zapachowa (w tym przypadku - Limonen)




  • Nie jestem chemikiem, ale opowiem Wam w dużym skrócie o tych substancjach. Są to wiadomości, które pozbierałam z różnych (w moim odczuciu wiarygodnych) miejsc w sieci. Na pierwszy ogień idą:
    FOSFORANY- to bardzo szeroka grupa związków chemicznych, które są tak cudownie wszechstronne, że znajdziemy je wszędzie. Od jogurtu, szynki czy kurczaka po płyn do WC. Sery, wędliny, napoje, ryby, galaretki, wszelkie superfoody z torebek, płatki śniadaniowe błyskawiczne, pyszne kakao instant, lody, proszek do prania, tabletki do zmywarki, płyny do mycia szyb, podłóg. I tak dalej i tak dalej. Dlaczego są tak powszechnie stosowane? Otóż dlatego, że mogą pełnić rolę stabilizatorów, regulatorów kwasowości, emulgatorów i przeciwutleniaczy. Posiadają też magiczną zdolność uwadniania białek. Co to znaczy? To znaczy, że pomagają, na przykład, uzyskać 100 gram szynki z 80 gram mięsa. Jednym słowem zwiększają wydajność gotowych produktów. W środkach czyszczących pełnią rolę zmiękczaczy. Fantastycznie prawda? Cóż, Fosfor wszak jest pierwiastkiem występującym w przyrodzie, w ludzkim ciele, w roślinnym ciele. Problem nie tkwi w jego istnieniu, a w nadmiarze. Nagle okazało się, że fosforu jest za dużo! W zbiornikach wodnych powoduje tzw. eutrofizację, u naszych dzieci może powodować nadpobudliwość i deficyt uwagi, a w skrajnych przypadkach podobno również autyzm i schizofrenię. U dorosłych zwiększa ryzyko chorób krążenia, nerek i kości (osteoporoza), biegunek, upośledza też wchłanianie żelaza, cynku i magnezu oraz zaburza równowagę kwasowo-zasadową. Uf! Czy potrzebne są jeszcze jakieś "zalety" wszechfosforu? Myślę, że to wystarczy. 

    ZWIĄZKI WYBIELAJĄCE NA BAZIE TLENU- abrakadabra :). Dość enigmatyczne określenie. Pojemny worek, do którego można wrzucić nadtlenek wodoru, nadborany, nadwęglany i kwasy nadtlenowe. Środki wybielające tlenowe to związki uwalniające w podwyższonej temperaturze aktywny tlen tzw. atomowy, który wpływa na rozjaśnienie barwników różnego pochodzenia stanowiących zabrudzenie. Tlen aktywny powoduje także niszczenie różnorodnych drobnoustrojów: bakterii, wirusów i grzybów. Jego aktywność w tym kierunku jest zależna od rodzaju oraz procentowej zawartości w produkcie, innych składników receptury, a także czasu i temperatury. Przy spełnieniu określonych warunków można mówić o jego działaniu dezynfekcyjnym. Niektóre z tych środków są mniej inne bardziej szkodliwe dla człowieka i środowiska, bo o ile o nadwęglanach i kwasach nadwęglowych wiadomo, że są przyjazne środowisku, to już o nadboranach pewne źródła podają informacje, że są ok, ale szuka się dla nich bezpieczniejszej alternatywy. No to w końcu jak? No nijak. Własny rozum to jedyny ratunek :) 

    POLIKARBOKSYLANY- najogólniej rzecz ujmując są to substancje, które zapobiegają ponownemu przywieraniu brudu. Są słabo biodegradowalnymi pochodnymi ropy naftowej. Ulegają jej jedynie w 20%. Chciałabym ograniczyć takie substancje w otoczeniu mojej rodziny ponieważ mam złe doświadczenia z takimi na przykład emolientami. Doprowadziły niegdyś skórę mojej najstarszej córki do ruiny. A przecież powinno być wręcz odwrotnie, prawda? Po raz kolejny mówię - nie ufam! Ropa naftowa dzisiejszemu światu jest potrzebna, jasna sprawa, ale musi być we wszystkim?

    NIEJONOWE ŚRODKI POWIERZCHNIOWO CZYNNE (SURFAKTANTY)- po pierwsze nie wiadomo co to dokładnie za substancje. Jedyne co wiadomo bez bardziej szczegółowej wiedzy to to, że niejonowe są mniej toksyczne od anionowych. Jednak w jednej i drugiej grupie są związki, które mogą podrażniać skórę, wywoływać alergię i inne problemy. Ich zadaniem jest pochłanianie tłuszczów. Mają szerokie zastosowanie w produkcji wszelkich emulsji, środków czyszczących, kosmetyków, herbicydów, niektórych antybiotyków oraz w przemyśle spożywczym. Mniam :)

    FOSFONIANY- zostały stworzone jako alternatywa dla niektórych fosforanów, którym udowodniono rakotwórczość i słabą biodegradowalność. Ponieważ przedawkowaliśmy fosfor, rządy i komisje, naciskają na producentów, aby ograniczyć użycie fosforanów. Mamy więc fosfoniany. Mają bardzo szerokie zastosowanie, między innymi mają zapobiegać powstawaniu w zmywarce nalotów z kamienia czy żelaza, wiążą też oderwane zanieczyszczenia. Są substancjami kompleksowymi, bo pełnią jednocześnie dwie role - kompleksorów i dyspergatorów. Czyli odrywaczy i wiązaczy brudu :) Niby wszystko fajnie, bo okazuje się, że mają taką skuteczność, że wystarczy stężenie kilku cząsteczek na milion aby już działały. Podobno charakteryzuje je też większa biodegradowalność i niższa toksyczność niż zwykłych fosforanów. Jedno mnie tylko niepokoi, a mianowicie to, że tak naprawdę to jesteśmy wszyscy królikami doświadczalnymi. Idę o zakład, że kiedy wynaleziono fosforany, świat tak samo zapiał ze szczęścia. Dopiero po latach okazało się, że wyszły nam bokiem :(

    ENZYMY-  które usuwają konkretne zanieczyszczenia organicze. Lipazy usuwają tłuszcze, amylazy skrobie, a proteazy białka. Mam tylko wątpliwości co do sposobu w jaki się je pozyskuje. Ponieważ enzymy to białka pochodzące z organizmów żywych...

    KOMPOZYCJA ZAPACHOWA- tutaj to LIMONEN. Jest to organiczna substancja chemiczna odpowiedzialna m.in. za zapach cytryny. Stosowana nie tylko jako dodatek smakowy i aromatyczny, ale też jako rozpuszczalnik, środek czyszczący i odtłuszczający. Ponieważ występuje w naturze, można więc założyć jej nietoksyczność, jednak jest to substancja mogąca wywoływać alergie i kłopoty skórne. Testowano ją na zwierzętach, które wystawiano na długotrwałe wdychanie limonenu w różnych związkach i okazało się, że uszkadzał wątrobę, a u szczurów powodował zmiany nowotworowe w nerkach. Nie ma jednak dowodów i badań, które wskazywałyby na jego szkodliwe działanie na organizm ludzki. Hm... Odnośnie KOMPOZYCJI ZAPACHOWEJ, pamiętać należy o tym, że producent nie musi podawać co wchodzi w jej skład. Mogą to być dowolne substancje pachnące. Może ich być kilka, ale dopuszczonych jest 3000! Istnieją bardzo liczne doniesienia o tym, że ludzie na całym świecie coraz częściej dostają alergii na komopzycje zapachowe zawarte w kosmetykach oraz środkach czystości. Czemu mnie to nie dziwi?




    Ok. Dobrnęłam do końca. Teraz rozumiecie dlaczego nie ufam? Nie mam pewności, że ten cały chemiczny konglomerat spłynie z naczyń. Poza tym nawet jeśli spłynie i nie ma go w moim domu w tym momencie, to wróci jak bumerang, bo jak może pamiętacie  z biologii, w przyrodzie zachodzi coś takiego jak obieg pierwiastków. 

    W związku z tym postanowiłam spróbować zmienić ten stan rzeczy. Jest klika substancji, które nie wykazują właściwości toksycznych, a które można mieszać ze sobą w różnych kombinacjach i testować czy dają radę. Mam dziś dla Was propozycję przepisu na tabletki do zmywarki domowej roboty. Te, których używam obecnie zostaną chyba na stałe, bo przy naszej, dość twardej wodzie, spisują się wyśmienicie :) 




    Początkowo testowałam proszek z przepisu Ewy Kozioł z ZIELONEGO ZAGONKA.  Niestety nie dał rady, zaczęłam więc modyfikować ilość składników i dodawać inne. Zainspirowałam się pomysłem Organicznych Baranowskich i powstał taki oto twór:

    2 szklanki sody kalcynowanej
    1 szklanka boraksu
    0,75 szklanki soli kuchennej
    1 szklanka kwasku cytrynowego
    0,75 szklanki nadwęglanu sodu
    5 kropli olejku miętowego
    5 kropli cytrynowego (lub według uznania lub bez olejków)
    1 szklanka (może być więcej) wywaru z orzechów piorących (10 łupinek gotujemy 10 minut)

    Proszki mieszamy w szklanej misce i zalewamy wywarem z orzechów. Myślę, że jeśli ktoś nie ma orzechów, można spokojnie spróbować wody, albo zamiast orzechów i kwasku dać sok z cytryny. Mieszanina zacznie się pienić i zastygać, więc trzeba się uporać z mieszaniem dość sprawnie. Ja rozkładam po prostu kleksy łyżką na talerzu. Można też w pojemnikach na lód próbować, ale mnie nie chcą wychodzić, więc robię tą drugą metodą. 




    NIE ZAPOMINAMY O SOLI DO ZMYWARKI. Ja używam zwykłej kuchennej. Ma dokładnie ten sam skład co ta "specjalistyczna" czyli NaCl :). 
    Plus do tego zamiast nabłyszczacza wlewam OCET. Cała filozofia. Naczynia są domyte i błyszczące. Nie ma na nich nic śliskiego. 

    JEŚLI UŻYWAMY OLEJKÓW, TABLETKI PRZECHOWUJEMY W NIEPRZEŹROCZYSTYM, SZCZELNIE ZAMKNIĘTYM PUDEŁKU.  SĄ TO SUBSTANCJE LOTNE, KTÓRE PO PROSTU NAM WYWIETRZEJĄ.




    Oczywiście większość z substancji podanych w przepisie to też chemia. Oczywiście, że tak. Mogłabym używać popiołu lub piachu, ale to zostawiam jednak na inne okazje. Tak byłoby najlepiej, ale jak już wspominałam w tym poście, nie mieszkam w skansenie ;) Chemia otacza nas z każdej strony, nie da się tego uniknąć. Tylko że ja chcę mieć wybór. Nie muszę się godzić na enigmatyczne składy gotowców i liczyć na wyrzuty sumienia producentów. Mogę znać je dokładnie i wiedzieć czy są bezpieczne dla mnie i mojej rodziny. Próbujcie Kochani. Testujcie i dzielcie się swoimi pomysłami i wątpliwościami. Może wspólnie uda nam się wymyślić coś naprawdę doskonałego :)





    Ponieważ post wyszedł bardzo długi, to skład moich tabletek, ich koszt w stosunku do sklepowych oraz wydajność przeanalizuję dla Was szczegółowo w kolejnym tekście z cyklu domEKO. Zapraszam za tydzień. 

    Dla chętnych udostępnię wszystkie źródła, z których korzystałam. Proszę tylko o info :)

    Podkreślam z całą odpowiedzialnością, że nie jestem chemikiem ani innym naukowcem. Wiedzę swoją opieram tylko i wyłącznie na publikacjach dostępnych w sieci. Staram się szukać źródeł wiarygodnych, niemniej jednak wszystko co zrobisz po przeczytaniu tego tekstu, zrobisz na własną odpowiedzialność.


    23 komentarze :

    1. Co za rewelacja!
      Jak już uporam się z moją odwieczną myślą o przeprowadzce, zabieram się za te tabletki i podaruję Mamie, bo już dawno mnie o nie prosiła :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Spróbujcie koniecznie :) Mnie aż lepiej jedzenie smakuje ;)

        Usuń
    2. kupiłam taki zestaw "wszystkiego" właśnie w Zielonym Zagonku, żeby nie płacić sto razy za przesyłkę, boraks akurat ma po 8,60 za kilogram. Bywa taniej,ale trudno dostać wszystko co by się chciało w jednym miejscu :)

      OdpowiedzUsuń
    3. Nie mamy zmywarki, więc nie możemy się opowiedzieć, ani za jedną, ani za drugą opcją. Wiadomo, że tabletki, które same zrobimy są w jakiś sposób mniej chemiczne, bo wiemy, co tam włożyliśmy.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie tylko dlatego, że składniki, które są w tabletkach własnej produkcji są Wam znane. Głównie dlatego, że nie dodajecie nic co jest toksyczne. Wszystkie składniki moich tabletek są albo pochodzenia naturalnego albo są przyjazne środowisku z innych powodów. Np ze względu na szybką i całkowitą biodegradację :)

        Usuń
    4. może też byłoby warto opisać składniki tych tabletek,żeby można dostrzec różnicę między chemią a chemią,co o tym myślisz córko?np. w kolejnym poście

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Czytamy do końca mamusia :) Wszystko będzie w następnym poście

        Usuń
    5. Miałam zmywarkę w poprzednim domu i zawsze musiałam dwa razy uruchamiać a i tak nigdy nie było wszystko do końca wypłukane. Coś było z nią nie tak a landlord nie kwapił się aby ją naprawić czy wymienić. Obecnie nie mam. Poza tym wolę zmywać na bieżąco niż czekać aż zbierze się odpowiednia ilość naczyń.

      OdpowiedzUsuń
    6. Jak byłam sobie sama z mężem, też nie miałam zmywarki i lubiłam to, ale przy trójce dzieci rozsądek wygrywa z sympatią. Musiałabym pół dnia stać przy zlewie ;) no way!

      OdpowiedzUsuń
    7. nie słyszałam o takim sposobie :) ciekawy bardzo

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ja jeszcze jakiś czas temu też nie słyszałam, ale dziś już jestem z tymi metodami za pan brat :)

        Usuń
    8. U mnie zmywarka chodzi codziennie. ;) Dawniej myślałam, że jest mi nie potrzebna, a teraz sobie nie wyobrażam, że jej nie mam, szczególnie, jak są dzieci.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No i właśnie dzieci głównie są moim motorem do szukania nietrujących zamienników zwykłych środków czyszcząco-myjąco-piorących :)

        Usuń
    9. Edytkaaaa, chodź do nas na grupę Świadomych kobiet na FB :) Chciałam Cię dodać, ale chyba nie mam Cię w znajomych i nie mogłam :(

      OdpowiedzUsuń
    10. Hmmm.... Jakoś zawsze się zatrzymywałam na orzechach z sodą i boraksem. Nie spełniało moich oczekiwań, więc odpuszczałam. Jak tylko uruchomię znów zmywarkę (zepsuła się małpa!), na pewno spróbuję :D

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Magda, polecam, próbuj. Ja z orzechów też nie byłam zadowolona, moje dziewczyny szatańsko się potrafią upaprać :), ale widzisz przydały się do tabletek.

        Usuń
    11. Świetny wpis. Jakoś wcześniej nie zastanawiałam się co zawiera taka tabletka zakupiona w sklepie. Jeszcze się nie dorobiłam własnej zmywarki, ale jeśli nadejdzie ten dzień to na pewno będę robiła takie tabletki sama.:)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dzięki :) Polecam spróbować, ja już nie mam zamaiaru wracać do zwykłych tabletek. Właśnie zrobiłam drugą porcję.

        Usuń
    12. Witam, znalazłam się tu przypadkiem ale bardzo mnie zainteresowałaś problemem nie domytych naczyń w zmywarce:) Ja osoboście nie mam takowej ale moja mama jak najbardziej i z niej korzystam (mieszkamy w jednym domu), nasuneło mi się kilka pytań:
      1. Gdzie można kupić te orzechy piorące? Reszte składników znalazłam już odpowiedz w innym komentarzu:)
      2. Ile Ci wyszło tych tabletek i na ile myć starczają?
      3. A ten ocet jako nabłyszczacz używasz w każdym myciu i gdzie go wlewasz? Do soli czy do tego pojemniczka na nabłyszczacz?
      Hmm to chyba wszystkie pytania, do tego stopnia zaintrygowałaś mnie że aż chce przetestować Twój sposób, bo faktycznie Twoja chemia jest przyjaźniejsza:)
      Pozdrawiam Ania

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Witaj Aniu :) Wybacz proszę zwłokę w odpowiedzi, ale z różnych powodów rzadko bywam ostatnio na blogu. Jeśli chodzi o orzechy to kupowałam je już dość dawno temu, ale można je dostać w wielu sklepach internetowych. Proponuję sugerować się ceną :). Z jednej porcji wyszło mi ponad 40 sporych tabletek, a to wystarcza mojej dużej rodzinie na grubo ponad miesiąc. Co do octu to ja osobiście wlewam go w miejsce nabłyszczacza. Trzeba tylko przestawić zmywarkę na inną opcję niż tabletki "all in one". Polecam wypróbować. Ja już się z powrotem nie przesiadam ;) Pozdrawiam

        Usuń
    13. Czesc, czasem o Was mysle, bo zniknęłas z blogosfery nagle, zapowiadajac kolejne posty a tu cisza od jesieni... Mam nadzieje, ze wszystko w porzadku i posyłam cieple mysli oraz zyczenia radosnych Swiat.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Witaj Kochana. Cóż, tak się czasem składa, że trzeba być łososiem i płynąć pod wszelki prąd :))) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na nowego posta :)

        Usuń

    Ogromnie mnie ucieszy jeśli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)